Copyright © 2018 Home - dGg3bmRlcmlubw

Zapisz się na Jubileuszowy Zjazd Absolwentów

Szwajcaria i Genewa (CERN) powitały prof. Masłowską

Kochani, zgodnie z zapowiedzią, rozpoczynamy serdeczny przekaz z CERNu prof. Małgorzaty Masłowskiej, naszego wyjątkowo zapracowanego fizyka, którego za tę robotę po prostu kochamy. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że jest tam jedyną Polką - w gronie 42 fizyków z całego świata ?!?!?!

Fruuu…

Genewa powitała mnie upałem. Dojazd do CERNu z lotniska jest bardzo łatwy – autobus linii Y w kierunku Val Thoiry/CERN, 20 minut jazdy i jesteśmy na miejscu. Przemiły, młody człowiek w mundurze odhaczył mnie na liście, dał mapkę i wysłał prosto do hotelu, który znajduje się na terenie samego CERNu. Wszyscy, których tu spotykam, to inżynierowie, naukowcy i studenci studiów doktoranckich.
Następnego dnia wreszcie poznałam skład ekipy, z którą przyjdzie mi spędzić wspólnie trzy tygodnie. Jest nas 42 nauczycieli fizyki z całego świata: Japonia, Tajlandia, Uganda, Burundi, Rwanda, Kamerun, Ghana, Madagaskar, USA, Kanada i pół Europy. Z Polski jestem tylko ja. Mieszkam z koleżanką z Rumunii. Z Serbii przyjechały trzy osoby, niestety z przygodami – wszystkim trojgu zginęły wszystkie bagaże. Gdzieś podróżują samotnie po świecie…
Rano zaczęliśmy wykładem prof. J. Ellisa (http://en.wikipedia.org/wiki/John_Ellis_(physicist)). Bardzo ciekawie opowiedział o tym, co oni tu właściwie robią i czego tak usilnie szukają. I wiecie co? Chyba właśnie znaleźli coś strasznie ważnego. Wszyscy są bardzo podnieceni przygotowaniami do środowej konferencji prasowej. O godzinie 9:00 spodziewają się tłumów w CERNie. Na razie to jest ogromna tajemnica, ale już nam zapowiedziano, że ponieważ będzie trudno dostać się na główną salę konferencyjną, to w naszej sali będziemy oglądać transmisję tego, co będzie mówione raptem 150 m dalej. Domyślamy się, że znaleźli wreszcie bozon Higgsa – brakujące ogniwo w Ogólnej Teorii Wszystkiego. Jest to cząstka elementarna, której istnienie w roku 1962 przewidział prof. Peter Higgs (http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Higgs). Obiecano nam, że spotkamy go osobiście – profesor Higgs ma obecnie 83 lata i w tym tygodniu ma być obecny w CERNie. CERN został zbudowany właściwie głównie po to, aby znaleźć dowód na istnienie tej cząstki, zwanej od pewnego czasu "boską" cząstką.

Ano..., zobaczymy co powiedzą w środę. Póki co powiem wam dzisiaj już tylko jedno: moje okno w hotelu wychodzi na budynek nr 40. To taki tutejszy biurowiec. Przyjechałam tutaj w sobotę wieczorem. Teraz jest poniedziałek wieczorem. Od mojego przyjazdu w dwóch pokojach światło cały czas się pali, a przy komputerach siedzą ludzie. Nie wiem, jakim cudem są w stanie tak długo pracować, ale robią to już trzeci dzień bez przerwy – wieczorem, w nocy, rano. Czy wy potrafilibyście znaleźć w sobie tyle zapału i samozaparcia? Z jakiego powodu?


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Poniedziałek, 2.07.2012

CERN - odsłona druga

Dzień pełen przygód i wrażeń!

Na porannych zajęciach pojawiliśmy się wszyscy bez spóźnień – 42 osoby z 25 krajów. Mick Storr, nasz lider, zapowiedział wieczornym e-mailem, że będzie fascynująco, więc nikt nie odważył się spóźnić. I tak było! 

Wyobraźcie sobie, że idziecie na imprezę w plenerze, a tu się okazuje, że grać będzie Guns’n’Roses, a przed nimi wystąpi Metallica. Zaskoczenie? Zupełne!

Plan zajęć został zmieniony i zamiast dyskusji o nauczaniu fizyki w naszych krajach na 11:00 zostaliśmy zaproszeni na wykład noblisty, prof. J.Steinbergera (lat 91), ale wcześniej tylko naszą grupę odwiedził sam prof. Peter Higgs! Tak, tak – ten sam, którego imieniem nazwano jedną z najważniejszych teorii XX wieku. Profesor odkrył pole (i cząstkę) w roku 1964 i od tamtej pory to jest już część klasyki elektrodynamiki kwantowej.

Dla postronnych osób - nic takiego, ale dla fizyków to wydarzenie o wartości nie do opisania. Wygląda na to, że faktycznie jutro ogłoszą epokowe odkrycie. Wszyscy tutaj są tak podnieceni, że mówi się tylko o tym. Po terenie CERNu plączą się ludzie z kamerami, filmują wszystko, co tylko się da. Trochę ich omijam, bo przecież ja jestem tu tylko przypadkowym świadkiem wydarzeń.
Żeby nie wyjść na dyletantów popołudniowy wykład dra Ralfa Landua, który odbywał się w gmachu GLOBE (taki sferyczny obiekt wyglądający jak zardzewiała kula, a zrobiony całkowicie z drewna) dotyczył odkryć fizyki jądrowej dokonanych w XX wieku. Cieszę się, że nie tylko dla mnie był trudny. Jak się okazuje wszyscy mieliśmy po wykładzie wiele pytań do prowadzącego.

Dzień był pełen emocji i dosyć wyczerpujący intelektualnie, ale mam nadzieję, że wieczór wynagrodzi trudy: mamy zaproszenie od CERN na zajęcia wieczorne: Pool&Pizza. Basen sobie chyba daruję (dwa dni lało i jest ledwie ciepło), ale kolacja w pobliskiej restauracji zapowiada się bardzo przyjemnie.

P.S. Uczyłam ich dzisiaj mówić "Dzień dobry" i "Powodzenia". W życiu byście nie rozpoznali tych słów w wykonaniu Tajów i Japończyka. Pociecha! Reszta poradziła sobie nie najgorzej, ale pamiętali to tylko przez jakieś pół godziny. Ale ja ich jeszcze tego nauczę. Od czego jestem przecież nauczycielem?


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Wtorek, 3.07.2012

CERN - odsłona trzecia

Ich wielki dzień

Byłam przed głównym audytorium przed godziną 9:00; nie przepuszcza się takiej okazji, by zobaczyć największych (i nie oszukujmy się – najstarszych!) wielkich fizyków naszych czasów. Mnóstwo ludzi i kamer, więc żadnych szans na wejście do audytorium nie było. Czekałam, co się tutaj wydarzy.
A wydarzyło się tylko jedno – głównym hallem przeprowadzono na salę konferencyjną prof. Higgsa. Dobrze, że było z nim kilka osób obstawy, bo reporterzy nie pozwoliliby mu dotrzeć na miejsce. Nie udzielał wywiadów, nie zwracał na nich uwagi. Po prostu przeszedł, jakby zażenowany tym całym zamieszaniem, do miejsca, w którym wszyscy czekali na trzy najważniejsze dzisiaj osoby, referujące wyniki badań z zeszłego tygodnia: Joe Incandela, reprezentującego zespół badaczy pracujący na CMS (jedno w urządzeń na Wielkim Ringu LHC)Fabiolę Gianotti, przedstawicielkę badaczy z drugiego, niezależnego urządzenia o nazwie ATLAS i samego prof. Higgsa.

Konferencja trwała blisko trzy godziny i była transmitowana przez kilka stacji telewizyjnych. Była też ekstremalnie wręcz naukowa. Nie mam pojęcia, kto to oglądał, ale z pewnością nie normalni ludzie. Chcąc usłyszeć cokolwiek, mogłam zrobić dwie rzeczy: albo wejść do jednego z pięciu audytoriów, w których odbywała się bezpośrednia transmisja, albo pójść do swojego pokoju i spokojnie obejrzeć webcast na własnym laptopie. Przeszłam się najpierw po wskazanych salach konferencyjnych. Jak bardzo były zapełnione możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć. 
Po zakończeniu konferencji spotkaliśmy się całą grupą w audytorium Marii Curie. Nasz lider zaprosił na spotkanie kilku tutejszych fizyków, aby wyjaśnili nam, co tu się tak naprawdę stało. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednym z nich był młody polski uczony, dr Piotr Traczyk! Z jego wyjaśnień wynikały, jak dla mnie, dwie najważniejsze sprawy:

nie ogłoszono wcale znalezienia bozonu Higgsa. Ogłoszono, że w JEDNYM na kilkadziesiąt tysięcy zderzeń obserwowanych w zeszłym tygodniu stało się coś, co przypomina efekt zaistnienia bozonu Higgsa. (Wiecie, "prawie" robi sporą różnicę…),
nie wiadomo, kto powinien dostać nagrodę za to odkrycie, bo jego autorem jest zespół około 3000 ludzi. Komitet Noblowski będzie miał twardy orzech do zgryzienia.

(A jakie było jego zdziwienie, gdy nagle ktoś z sali poprosił po polsku: Wolniej, panie Piotrze! Nie wszyscy tutaj są Amerykanami!).

W najbliższych dniach mamy mieć spotkanie z prof. Cecilią Jarlskog z Lund University, która przez pewien czas była członkiem komisji przyznającej Nagrody Nobla. Sądzę, że wtedy będzie okazja zapytać jak odbywa się ich przyznawanie.
Wreszcie zrobiło się cieplej. Dzisiaj było tutaj 25 st. C i tylko wieczorem przeszła niewielka burza, co ochłodziło powietrze do temperatury wyjściowej poniżej 20 st. Horyzont jest zamglony, więc niestety nie widziałam jeszcze Mt. Blanc. Stoi ponad 20 km stąd, ale podobno widać go przy sprzyjającej pogodzie.

Jutro mamy zacząć budować komorę mgielną – takie urządzenie do detekcji promieniowania jonizującego. Większość grupy to panowie, na dodatek młodsi ode mnie, więc nie widzę tu szans na działanie, raczej obserwację, ale Mick Storr to eksplozja pomysłów, więc kto wie..?


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Środa, 4.07.2012

CERN - odsłona czwarta

... a po burzy spokój.


Dziś dzień mijał dość miło i spokojnie.

Rano wykład dr Goronwy Jonesa o inwariantnej masie (nie mylić z bezwładną), a później budowa komory mgielnej. Jak się spodziewałam, panowie dorwali się do zabawy, mi pozwolili tylko trzymać latarkę. Kto się zdziwił?

Później czwarta już część wykładu wprowadzającego do cząstek elementarnych, na którym dr Rolf Landua absolutnie wykluczył inwariantność masy, ponieważ jest ona bezwładna i przy v dążącym do c rośnie gwałtownie. A wreszcie wykład o nagrodach Nobla: Rutherford contra Curie wygrany przez tą drugą jak wiemy 1:2.

Wykład wygłosiła prof. Cecilia Jarlskog, Szwedka będąca gościem CERNu. I - powiem wam - trochę było mi za nią wstyd: niby profesor fizyki, sąsiadka (nawet zdobywać nas chcieli), a kompletnie nie wiedziała jak się Maria Curie z domu nazywała. Powiedziała o niej Marija Sklodowskaja i była przekonana, że błysnęła znajomością polskiego.

Gdy po wykładzie kolega z Holandii zapytał mnie, czy jestem z niej dumna, w pierwszej chwili zapytałam: z kogo? Z prowadzącej wykład czy ze Skłodowskiej?

Wniosek: uczcie się języków, bo to wstyd nie umieć się odezwać w towarzystwie, zwłaszcza mieszanym.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Czwartek, 5.07.2012

CERN - odsłony: piąta i szósta

Wycieczkowo

... się zrobiło przez ostatnie dwa dni. W piątek wycieczka do laboratorium fizycznego.

Byliśmy w miejscu, z którego pobierane są wszystkie protony do doświadczeń z przyspieszonymi cząstkami. CERN posiada kilka akceleratorów. W LHC rozpędzają protony do prędkości niewiele różnej od prędkości światła, ale do niektórych doświadczeń nie są potrzebne aż tak wielkie energie. Myśmy oglądali względnie bezpieczny dla publiczności akcelerator LEIR, najmniejszy z nich wszystkich.

Po południu byłam raczej na spacerze niż wycieczce. Chciałam obejrzeć okolicę i sfotografować dla Was granicę francusko-szwajcarską. Szwajcaria nie należy do UE, alenależy do układu z Schengen, więc granica jest, ale jakby jej nie było. Zresztą sami zobaczcie.

No i wreszcie dzisiaj, w sobotę, mieliśmy cały dzień wolny, więc wybrałam się do Berna, stolicy Szwajcarii. Zdjęć zrobiłam mnóstwo, ale dla Was specjalnie dom, w którym mieszkał Einstein (!!!) i sklep z czekoladą.


Jutro "Treasure Hunt" w Genewie.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Piątek-sobota, 6-7.07.2012

CERN: odsłony 7 - 9

Berno i Genewa - jak Kraków i Sandomierz...

Nie da się powiedzieć, które ładniejsze. Obydwa robią wspaniałe wrażenie
. Urokliwe uliczki, kamienice, przejścia i kamienne schody. I Jezioro Genewskie, zwane też Lemańskim, ze słynną fontanną tryskającą na wysokość 100 m. Symbolem Berna jest niedźwiedź, zaś w Genewie najwięcej pamiątek jest poświęconych... krowie. Dziwne, bo poza maskotkami nic więcej chyba nie wiąże Genewy z krową. To, co robi naprawdę duże wrażenie, to fakt, że w Szwajcarii nie ma bilbordów i nachalnych reklam gdzie popadnie. Wiecie, jakie to ładne i schludne?
Żeby się przekonać, jak bardzo reklamy zaśmiecają nam wizualny obraz miast (i nie tylko), trzeba tu przyjechać. I ostatnia uwaga: w Genewie mieszka więcej milionerów niż ludzi bezrobotnych. A jakie samochody tutaj jeżdżą... A wiecie z jaką prędkością? 50 km/h, bo tylko tyle wolno po mieście jechać. Ale to chyba dobrze, lepiej (i dłużej) je wtedy widać.

Poniedziałek spędziliśmy bardzo pracowicie z dwoma sympatycznymi Kanadyjczykami, przedstawicielami Perimeter Institut. Nie będę Was zanudzać szczegółami, ale były to warsztaty skierowane do nauczycieli i były perfekcyjnie profesjonalne.

* * *

Wtorek rozpoczął wykład o akceleratorach, a zakończył wykład o zastosowaniach akceleratorów w medycynie. I tu pytanie do Was: czy w którymkolwiek z polskich szpitali jest akcelerator LINAC? Tym się leczy nowotwory i jest to lepszy sposób naświetlania, niż stosowana wcześniej tzw. bomba kobaltowa. Pani, która wykładała, zapytała młodego człowieka z Ghany, czy mają w kraju LINAC. Odpowiedział, że nie. Pokiwała głową ze zrozumieniem, patrząc na niego smutnym wzrokiem...

Niech mi ktoś napisze, że mamy ten LINAC !!!


Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Niedziela - wtorek, 8 - 10.07.2012



W galerii zdjęć poświęconej temu tematowi dołożyliśmy nowe zdjęcia. Zobaczcie koniecznie.

CERN - odsłona dziesiąta

Nerds are cool !!!

Dzisiaj (środa) nie działo się nic szczególnie fascynującego. Rano wykład o detektorach cząstek elementarnych, a później zajęcia typowo nauczycielskie. Nuuudaaaa...

Postanowiłam więc skorzystać z chwili czasu i opowiedzieć wam, jak wygląda życie w CERNie. CERN jest miejscem w którym mieszka i pracuje ponad 3000 ludzi.
Są to pracownicy administracji, inżynierowie i technicy, naukowcy (tylko ok. 70!) i ogromna rzesza studentów studiów doktoranckich. Teraz, latem, jest tutaj także wielu ludzi w waszym wieku, którzy przyjechali tu na 3, 5 lub 7 dni, aby pozwiedzać i pouczyć się trochę fizyki jądrowej.
Nie mam pojęcia jak oni to załatwili i kto za to zapłacił, ale młodych Polaków jeszcze nie spotkałam. Spotkałam młodych Niemców, Bułgarów i Greków.

Teren CERNu otoczony jest płotem i pilnowany dość uważnie. Aby tu wejść, trzeba się wylegitymować. Ale kiedy już jesteście w środku możecie łazić dosłownie wszędzie. Obszary, na które wchodzić nie wolno są oznakowane żółtymi wiatraczkami. Chodzenie tam grozi napromieniowaniem. Poza tym wszędzie wolno.

Na jednym ze zdjęć (patrz: Galeria zdjęć) czarnoskóry mężczyzna nabiera wodę do kubeczka, a nad nim jest duży ekran wyświetlający stan LHC. To bardzo ważne miejsce. Tuż obok znajduje się restauracja, w której za dość przystępną (jak na Szwajcarię) cenę można zjeść posiłek między 7:30 a 24:00. Woda do picia jest za darmo. I właśnie wodą popijamy swoje posiłki. Nie widziałam jeszcze osoby pijącej herbatę, za to kawa płynie szerokimi strumieniami! Bo NAJWAŻNIEJSZYM miejscem w CERNie jest... kawiarnia. To w niej spotykają się wszyscy, gdziekolwiek pracują lub mieszkają. Tu rodzą się największe idee i plany.

Językami powszechnie obowiązującymi są: angielski i francuski, ale migowy też już z powodzeniem stosowałam. A z kawiarnianego tarasu można podziwiać piękną panoramę Alp, z majestatycznym Mt. Blanc na horyzoncie.

Zauważyłam, że nie ma tutaj osób epatujących modnymi strojami, makijażami, butami na obcasach. Tutejsza moda właściwie całkowicie sprowadza się do dżinsów, tenisówek i t-shirtów ze śmiesznymi napisami (vide tytuł).

* * *

Bardzo dziękuję za natychmiastowy odzew w sprawie polskiego liniowego akceleratora do leczenia nowotworów. Dzięki MS z kl. II D (no teraz to już III D).
Dowiedziałam się, że mamy dwa takie urządzenia w kraju. Hurra! Bardzo się cieszę i jeszcze raz dziękuję za wiadomość. Jeżeli chcielibyście się dowiedzieć czegoś szczególnego o CERNie - piszcie. Postaram się odpowiedzieć:


Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Środa, 11.07.2012



Przypominamy o odwiedzinach Galerii zdjęć na naszej stronie. Tam (prawie) na bieżąco umieszczamy tworzone przez prof. Masłowską fotorelacje towarzyszące Jej genewskiej narracji.

CERN - opowieść jedenasta

Trochę "zabałaganiłam" ostatnie trzy - czy cztery dni, ale, szczerze mówiąc, dopadło mnie chyba zmęczenie. Nie pamiętam, kiedy żyłam tak intensywnie, jak tu i teraz. Nie ma czasu na nudę, ale nie ma go też zbyt wiele na... odpoczynek.

Antymateria, nadprzewodniki i "Przeklęta Góra", czyli Mont Maudit w masywie Mont Blanc.

Tyle się działo ostatnio tutaj, że nie miałam czasu Wam o tym napisać. W piątek oglądaliśmy miejsce, w którym projektuje się, buduje i testuje supersilne elektromagnesy używane do zakrzywiania biegu rozpędzonych cząstek elementarnych.
Prawdę mówiąc, jest to specjalna fabryka zbudowana w szczerym polu tylko i wyłącznie w celu tworzenia jednej z bardzo, bardzo wielu części potrzebnych do działanianajwiększego laboratorium fizycznego na świecie czyli LHC (na zdjęciach możecie zobaczyć takie długie niebieskie rury wypełnione czymś, co zwykłemu człowiekowi raczej z niczym się nie kojarzy).
Każda z tych "rur" warta jest mniej więcej tyle, co trzy doskonałej klasy samochody wykonywane ręcznie (np. Bugatti). Byłam w magazynie, w którym leżało ich kilkanaście. Trochę trudno to sobie wyobrazić, nawet, gdy stoi się obok tego absolutnego cuda techniki.
Po to, aby mogły działać, muszą być schłodzone do temperatury ok. -271 C, a w ich wnętrzu musi panować próżnia, przy której przestrzeń kosmiczna jest gęsta jak sos na ziemniakach.
No i właśnie to tyle kosztuje. Przewody, po schłodzeniu do tak niskiej temperatury, stają się nadprzewodnikami i osiągane pola magnetyczne robią się na prawdę ogromne. Przed wyjazdem to tego laboratorium ostrzegano nas, aby wszelkie karty magnetyczne pozostawić w pokoju, bo nawet bez zbliżania się do maszyn grozi im kompletne rozmagnesowanie.

Na zakończenie tygodnia pracy zaproszono nas na projekcję filmu "Anioły i demony", a konkretnie tych jego fragmentów, które były kręcone w CERNie. Dr Rolf Landua opowiadał o swojej współpracy z twórcami filmu i komentował stwierdzenia związane z fizyką jądrową, które padają z ust aktorów. Opowiem o tym po powrocie. Na razie tylko zdjęcie przyrządu do utrzymywania "antymaterii" z dala od "materii". I wiecie co? To akurat na prawdę działa!

Sobota jest dniem wolnym od zajęć, więc trzeba ją wykorzystać maksymalnie.

Tym razem wybrałam się na wycieczkę do Chamonix (taki nasz Karpacz, tylko góry wyższe), a następnie przez przepiękną miejscowość St. Garvaise (ot, Szklarska Poręba) dotarliśmy do Annecy, starego francuskiego miasta, którego nie da się chyba porównać z żadnym z polskich miast. Mówią, że Annecy to taka "mała Wenecja". Miasto absolutnie przepiękne! Jeżeli będziecie mogli, zajrzyjcie tu kiedyś na dzień albo dwa. Warto!

A teraz trochę dziegciu do tej beczki miodu... Gdy byłam wczoraj w Chamonix podziwiałam wspaniałą panoramę masywu Mt. Blanc, koleżanka nawet nakręciła wideo. Wokół Mt. Blanc latał śmigłowiec, którego lot starała się uchwycić, ponieważ wydawało jej się to dosyć widowiskowe. Dziś rano (niedziela) przeczytałam, że ten śmigłowiec leciał na ratunek polskiej alpinistce. Niestety, przyleciał za późno... Polka była 11 w tym tygodniu ofiarą Białej Góry.

Bardzo was proszę - uważajcie na siebie! Tak łatwo o nieszczęście... Uważajcie !!!


PS. Praca domowa na wakacje: przeczytać albo obejrzeć "Anioły i demony". Wrócimy do tego po wakacjach.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Niedziela, 15.07.2012

CERN - opowieśc dwunasta

Czas zacząć powoli kończyć...

Ostatni tydzień Szkoły zaczął się dość wesoło
. Najpierw Grecy pokazali nam wszystkim jak się nie powinno uczyć fizyki, a wieczorem odbył się długo oczekiwanyInternational Evening. Wszyscy byli zachwyceni papierową biżuterią origami. Dosłownie każdy podchodził, dotykał, wydając z siebie okrzyk zdziwienia i zachwytu.
A gdy usłyszeli, że to nie ja zrobiłam, tylko dostałam od Koleżanki Beaty Góreckiej-Pęder i Jej uzdolnionych Uczniów, podziwom nie było końca. Serio !!!

Zwracam uwagę: nie mnie podziwiano, ale WAS i Wasze zdolności. Ponieważ jest nas 42 nauczycieli z 25 krajów, więc było 25 "stanowisk narodowych". Generalna zasada była taka: jeśli w składzie drużyny narodowej była kobieta, to było jedzenie.
Jeśli kraj reprezentowany był przez panów, to było co pić. Na naszym stole królowały kabanosy, blacha drożdżówki z kruszonką i trąbka kibica z flagą narodową. No cóż - sukces jak zwykle...

Wtorek to czas wizyty w jednym z dwóch największych detektorów CERNu - detektorze ATLAS - i "audiencji" u dyrektora generalnego CERN: Rolf-Dieter Heuer(http://pl.wikipedia.org/wiki/Rolf-Dieter_Heuer; powinnam to chyba odmienić, ale nie mam pojęcia jak...).

I ciekawostka. Wyobraźcie sobie, że LHC zużywa 70% energii elektrycznej używanej w Genewie! Dlatego latem działa pełną parą, a zimą, gdy energia jest droższa, wyłącza się go na około 3 miesiące. Włączone przez cały rok pozostaje tylko chłodzenie elektromagnesów, gdyż jego wyłączenie musi następować stopniowo i trwałoby 3 miesiące.
Tyle samo trwałoby ponowne schłodzenie. Mimo, że teren CERNu administracyjnie należy do Genewy (Szwajcaria), to jednak prąd kupowany jest z Francji, gdyż jest tam znacznie tańszy. No oszczędzają jak mogą...

I na koniec zagadka: zgadnijcie jak głośny jest odgłos zderzanych w LHC protonów. Porównajcie go z czymś znanym z życia. Czekam na odpowiedzi - poprawna odpowiedź zostanie nagrodzona szwajcarską czekoladą :))

PS. No i dorośli też mogą odpowiadać :)))
 Zapraszam!


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Środa, 18.07.2012

Pożegnanie z CERNem. Przesyłka na do widzenia

Trzy, szalone tygodnie, dobiegły końca i to jest nasza ostatnia, 13. opowieść...

Wczoraj (czwartek) spotkaliśmy Wielkiego Człowieka: dr. Lyna Evansa lub - jak kto woli - Lyn the Atom.

Był konstruktorem i budowniczym Wielkiego Zderzacza Hadronów. W tej chwili ma 64 lata i właśnie bierze się za planowanie i dowodzenie konstrukcją kolejnego, ogromnego urządzenia do zderzania cząstek elementarnych. Będzie to akcelerator liniowy o długości (uwaga!) około 60 km
.

Wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem spotkania z nim. Jakie było nasze zdziwienie, gdy na do widzenia powiedział, nie żartując: Cieszę się, że was spotkałem (tzn. 42 nauczycieli fizyki), bo dla mnie wy jesteście najważniejszymi ludźmi na Ziemi.

Spotykamy w życiu różnych ludzi, słyszymy od nich różne komentarze. Z czasem uczymy się odróżniać puste pochlebstwa od prawdziwych stwierdzeń. A on mówił całkowicie poważnie i tak samo szczerze. A to znaczy, że mu na was, moich uczniach, naprawdę zależy. Zadałam mu pytanie, co zrobić, aby móc pracować w CCC (CERN Control Centre - nie mylić z siecią obuwniczą!)? Odpowiedział: skończyć studia i złożyć aplikację. A najlepiej przyjechać tu wcześniej na praktyki i nawiązać kontakt z kimś, kto tu już pracuje.

Rozmawiałam z ludźmi, którzy tu pracują: z Niemiec, Armenii, Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii. Podpisali kontrakty na dwa lata lub na pięć lat i mają nadzieję, że CERN zechce przedłużyć z nimi umowę o pracę, bo to miejsce absolutnie unikalne.

* * *

I wszystko kiedyś ma swój kres. Dla mnie Letnia Szkoła Fizyki Jądrowej LHC 2012 zakończyła się dzisiaj (piątek). W sobotę powrót do domu... i wreszcie zacznę moje wakacje !!!

Życzę wszystkim dobrego wypoczynku i do zobaczenia we wrześniu.


Z CERNu w stolicy Szwajcarii, Genewie, Małgorzata Masłowska.

Przypominamy jednocześnie, że narracji prof. Masłowskiej towarzyszy fotorelacja (Galeria zdjęć na www.kopernik.kalisz.pl).

f m