Copyright © 2018 Home - dGg3bmRlcmlubw

Zapisz się na Jubileuszowy Zjazd Absolwentów

CERN - opowieść jedenasta

Trochę "zabałaganiłam" ostatnie trzy - czy cztery dni, ale, szczerze mówiąc, dopadło mnie chyba zmęczenie. Nie pamiętam, kiedy żyłam tak intensywnie, jak tu i teraz. Nie ma czasu na nudę, ale nie ma go też zbyt wiele na... odpoczynek.

Antymateria, nadprzewodniki i "Przeklęta Góra", czyli Mont Maudit w masywie Mont Blanc.

Tyle się działo ostatnio tutaj, że nie miałam czasu Wam o tym napisać. W piątek oglądaliśmy miejsce, w którym projektuje się, buduje i testuje supersilne elektromagnesy używane do zakrzywiania biegu rozpędzonych cząstek elementarnych.
Prawdę mówiąc, jest to specjalna fabryka zbudowana w szczerym polu tylko i wyłącznie w celu tworzenia jednej z bardzo, bardzo wielu części potrzebnych do działanianajwiększego laboratorium fizycznego na świecie czyli LHC (na zdjęciach możecie zobaczyć takie długie niebieskie rury wypełnione czymś, co zwykłemu człowiekowi raczej z niczym się nie kojarzy).
Każda z tych "rur" warta jest mniej więcej tyle, co trzy doskonałej klasy samochody wykonywane ręcznie (np. Bugatti). Byłam w magazynie, w którym leżało ich kilkanaście. Trochę trudno to sobie wyobrazić, nawet, gdy stoi się obok tego absolutnego cuda techniki.
Po to, aby mogły działać, muszą być schłodzone do temperatury ok. -271 C, a w ich wnętrzu musi panować próżnia, przy której przestrzeń kosmiczna jest gęsta jak sos na ziemniakach.
No i właśnie to tyle kosztuje. Przewody, po schłodzeniu do tak niskiej temperatury, stają się nadprzewodnikami i osiągane pola magnetyczne robią się na prawdę ogromne. Przed wyjazdem to tego laboratorium ostrzegano nas, aby wszelkie karty magnetyczne pozostawić w pokoju, bo nawet bez zbliżania się do maszyn grozi im kompletne rozmagnesowanie.

Na zakończenie tygodnia pracy zaproszono nas na projekcję filmu "Anioły i demony", a konkretnie tych jego fragmentów, które były kręcone w CERNie. Dr Rolf Landua opowiadał o swojej współpracy z twórcami filmu i komentował stwierdzenia związane z fizyką jądrową, które padają z ust aktorów. Opowiem o tym po powrocie. Na razie tylko zdjęcie przyrządu do utrzymywania "antymaterii" z dala od "materii". I wiecie co? To akurat na prawdę działa!

Sobota jest dniem wolnym od zajęć, więc trzeba ją wykorzystać maksymalnie.

Tym razem wybrałam się na wycieczkę do Chamonix (taki nasz Karpacz, tylko góry wyższe), a następnie przez przepiękną miejscowość St. Garvaise (ot, Szklarska Poręba) dotarliśmy do Annecy, starego francuskiego miasta, którego nie da się chyba porównać z żadnym z polskich miast. Mówią, że Annecy to taka "mała Wenecja". Miasto absolutnie przepiękne! Jeżeli będziecie mogli, zajrzyjcie tu kiedyś na dzień albo dwa. Warto!

A teraz trochę dziegciu do tej beczki miodu... Gdy byłam wczoraj w Chamonix podziwiałam wspaniałą panoramę masywu Mt. Blanc, koleżanka nawet nakręciła wideo. Wokół Mt. Blanc latał śmigłowiec, którego lot starała się uchwycić, ponieważ wydawało jej się to dosyć widowiskowe. Dziś rano (niedziela) przeczytałam, że ten śmigłowiec leciał na ratunek polskiej alpinistce. Niestety, przyleciał za późno... Polka była 11 w tym tygodniu ofiarą Białej Góry.

Bardzo was proszę - uważajcie na siebie! Tak łatwo o nieszczęście... Uważajcie !!!


PS. Praca domowa na wakacje: przeczytać albo obejrzeć "Anioły i demony". Wrócimy do tego po wakacjach.


Małgorzata Masłowska
Genewa/CERN. Niedziela, 15.07.2012

f m